Małgorzata Kożuchowska, która znała go z Teatru Narodowego i planu serialu "M jak Miłość" opowiadała o nim: "Maciek zawsze przychodził na próby generalne do teatru i dzielił się uwagami, które można było jeszcze wykorzystać w dniu premiery. Pamiętam go jako pasjonata, aktora z krwi i kości. Niezwykle optymistyczną osobę, silny charakter, osobowość, którą cechowało poczucie humoru, inteligencja, błyskotliwość, ciekawość świata, czasami odrobina ironii, dystansu i przymrużenia oka - do siebie, świata, sztuki, zawodu. To był człowiek od zadań specjalnych, znany ze swej działalności charytatywnej. Jeśli zdarzał się po drodze jakiś mur nie do przebicia, to wołało się na ratunek Maćka, który miał czar, wdzięk i siłę, dzięki której wyważał wszystkie drzwi. Lubiłam z nim pracować, ponieważ zawsze miał swoje pomysły. W każdą scenę i wątek, które graliśmy, wkładał coś od siebie. Miałam wrażenie, że przy ostatnich miesiącach życia losy Jaroszego i jego własne zaczynały być spójne. Chciał zostawić testament, przynosił swoje teksty. Chciał powiedzieć w ten sposób o rzeczach, które są dla niego ważne. Dowiedziałam się o śmierci Maćka w dniu, kiedy na planie "M jak miłość" graliśmy scenę, w której Hanka składa kwiaty na grobie Jaroszego. Kiedy o nim myślę, widzę go na tle przyrody. Las, łąka - Maciek do tego pasował. Był wrażliwy nie tylko na ludzi, ale i na zwierzęta. Przypominam sobie jego opowieści o wszystkich psach i kotach, które poprzygarniał, wyleczył i nie miał potem sumienia oddać. Poza tym szczepił drzewa przeciwko szrotówcowi, który niszczył kasztanowce". Fot.
Jarosław Wojtalewicz / AKPA
Wasze komentarze